Tekst: Aleksander OSTASZ
Foto: Grzegorz „BANAN” DOMINIK, Aleksander OSTASZ
9 sierpnia 2003 roku wypływamy z portu we Władysławowie na
pokładzie „HESTII”, prowadzonej przez Jerzego LISSOWSKIEGO, na wrak
statku „GOYA”
Naszym celem jest realizacja materiału do kolejnego z
odcinków serii „Podwodna Polska”.
HISTORIA
„GOYA”
została zwodowana w kwietniu 1940 r. w Oslo. Po zajęciu Norwegii przez
Niemców została przez nich przejęta w trakcie wyposażania. Ukończono ją
w końcu 1941 r. i wcielono do służby, jako okręt pomocniczy KRIEGSMARINE
– zaopatrzeniowiec U-bootów, 6 stycznia 1942 roku, nie zmieniając jej
nazwy. Od czerwca 1943 roku pełniła funkcję okrętu-bazy 27. Flotylli
U-bootów. Od 1 sierpnia 1943 roku służyła jako okręt-cel 26. Flotylli
U-bootów. Od jesieni 1944 roku pełniła funkcję transportowca dla wojska.
W swój ostatni, tragiczny rejs „GOYA” wyruszyła z redy portu na Helu 16
kwietnia 1945 r. o godz. 19:00, wraz z - jak się szacuje - 8 tys. ludzi
na pokładzie. Byli to głównie uciekinierzy, ranni, a także wojskowi. W
morze statek wyruszył w konwoju wraz z transportowcami KRONENSFELS i
AEGIR. Osłonę stanowiły dwa trałowce M 256 i M 328. Mimo iż posiadały
one nowoczesne jak na owe czasy systemy wykrywania okrętów podwodnych,
niestety nie uchroniły konwoju przed atakiem radzieckiego okrętu
podwodnego „L-3” dowodzonego przez kmdr. ppor. KONOWAŁOWA.
Około 23:25 z „L-3”, który zaczaił się na północ od Rozewia, odpalono w
kierunku „GOI”, największej z jednostek idących w konwoju, 4 torpedy, z
których dwie osiągnęły cel. Jedna z nich trafiła statek w okolicach
dziobu, druga natomiast w śródokręcie, niszcząc maszynownię.
O
godz. 24:00 „GOYA” pogrążyła się w wodzie wraz z tysiącami osób, które
nie zdołały wydostać się spod pokładu. Uratowano zaledwie 334 osoby.
Mimo natychmiastowej akcji trałowców z użyciem bomb głębinowych nie
udało się zatopienie okrętu podwodnego, który zdołał odpłynąć na
bezpieczny akwen. Tak zakończył się żywot „GOI”, a wraz z nim życie
tysięcy ludzi.
Dane techniczne
transportowca „GOYA”
Rodzaj statku: chłodnicowiec
Wyporność: 5230 BRT
Długość całkowita: 141,2 m
Szerokość: 17,37 m
Zanurzenie: 7,76 m
Prędkość: 15,5 Mm/h
Rok budowy: 1940/1941
Stocznia: Osloer Werft (Oslo, Norwegia)
Moc maszyn: 8 400 KM
Uzbrojenie: 2 działka przeciwlotnicze kal. 37 mm; 20 działek kal. 20 mm.
WYPRAWA
W
wyprawie zorganizowanej przez TVP3 oddział Katowice biorą udział
zaproszeni goście, w tym m.in. Grzegorz „BANAN” DOMINIK, Janusz SOLARZ i
Marek MICHALAK.
Pierwszym etapem jest odprawa, podczas której nurkowie raz jeszcze
przeglądają materiały archiwalne i dzielą się spostrzeżeniami i
zdjęciami wykonanymi podczas wcześniejszych nurkowań. Ustalono również
porządek nurkowania i dobór poszczególnych grup. Jako pierwsi zanurzają
się Grzegorz „BANAN” DOMINIK, Grzegorz DUTKOWIAK oraz Wojciech JEZNACH –
operator kamery. W drugiej parze schodzą Tomasz WRÓBLEWSKI oraz Miłosz
BIAŁKOWSKI Trzecią parę, stanowią Marek MICHALAK i Janusz SOLARZ.
Czwarta para to Marek ARGULEWICZ i Tomasz BIŃCZAK. Schodzący jako
ostatni Silvestr PEKNIK oraz Robert KLEIN również planują wykonanie
dokumentacji filmowej.
NURKOWANIE
Redakcja MN: Grzegorzu, to twoje kolejne nurkowanie na wraku „GOI”.
Jakie są twoje pierwsze wrażenia po tej akcji?
Grzegorz „BANAN”
DOMINIK:
Podczas tego zejścia praktycznie rzecz biorąc nie poznałem tego wraku.
Wcześniej, rok temu, wrak był „czysty”, bardziej odsypany. Teraz po
zejściu powiem szczerze, że byłem w szoku. „GOYA” wygląda tak jakby była
spowita pajęczyną.
W
części dziobowej jest przykryta sieciami wielowarstwowo, często te sieci
są w różnej odległości od siebie. Trzeba po prostu między nimi
manewrować. Dlatego uważam, że ten wrak jest niebezpieczny i trudny.
Dochodzą do tego jeszcze prądy, zimna woda na dole, no i głębokość,
ciemność.
MN: Opowiedz nam trochę więcej o samym przebiegu nurkowania. Jak
było na wraku?
G„B”D:
Po zejściu na wrak
spadliśmy za nadbudówką, czyli od strony rufowej. Najwyższy punkt jest
na 53 m. Widać to miejsce na filmie, zostawiliśmy tam przy linie „błyskacza”.
Opłynąłem z Wojtkiem JEZNACHEM burtę od lewej, poprowadziłem go w stronę
dziobu, bo taki był nasz plan. Po drodze napotkaliśmy m.in. na działka.
Zorientowałem się, że jesteśmy w okolicach dziobu, kiedy zobaczyłem
kotwicę.
Zrobiła na mnie duże wrażenie. W pewnym momencie zaświeciłem na burtę
nad kotwicą i oślepiło mnie bardzo jaskrawe światło, bo spod warstwy,
jaką jest obrośnięty wrak, wyłoniła się biała farba, która po spojrzeniu
pod odpowiednim kątem - nie żeby się układała w napis GOYA, ale
dostrzegłem literę A. Zrobiłem zdjęcie, a Wojtek próbował objąć napis
obiektywem, było to jednak dość trudne, bo jedna litera jest wielkości
mniej więcej człowieka. Wojtek z kolei twierdził po wynurzeniu, że udało
mu się dostrzec literę G. Natomiast na fotografii, którą zrobiłem, widać
jakby literę Y. Nikt nie widział litery O. Jest to więc jeszcze do
sprawdzenia. Najdziwniejsze, że to, co widziałem, napisy, generalnie nie
wyszło. Wyszło natomiast to, czego nie widziałem, czyli np.
sfotografowany dzwon nurkowy.
MN: No właśnie,
jak to było z tym dzwonem? Podobno zobaczyłeś go dopiero na zdjęciu?
G„B”D:
Odbyło się to w ten
sposób, że zobaczyłem w pomieszczeniu kupę złomu i rupieci, chciałem
sfotografować jakie są zniszczenia wewnątrz.
Nie zauważyłem tego, co było w środku, a co wyszło na zdjęciu, czyli
m.in. dzwonu, a on jest przecież na zdjęciu doskonale widoczny. Jednym
słowem, to, co widziałem, nie wyszło... a to, czego nie widziałem –
wyszło. I tak to jest z tymi wrakami, że bardzo często ciężko jest
zinterpretować to, co się w danej chwili widzi.
MN: Wróćmy do
samego nurkowania. Jak dalej biegła wasza trasa?
G„B”D:
Opłynęliśmy dziób,
zrobiliśmy zdjęcie i zeszliśmy do dna.
Pod dziobem dno znajduje się na głębokości 71,5 m. Opłynęliśmy dziób z
drugiej strony. Popłynęliśmy dalej wzdłuż
prawej burty „GOI”.
Napotkaliśmy na działko z lufami zwróconymi do góry, natrafiliśmy na
windy kotwiczne.
W
ten sposób dopłynęliśmy z powrotem do nadbudówki. Po jej prawej stronie
weszliśmy na górę. Ponieważ kończył się czas nurkowania - mieliśmy
zaplanowane 30 min pobytu na dnie, a byliśmy już w okolicach 28 min -
popłynęliśmy do samej góry. Zobaczyliśmy pokład, prowadziłem Wojtka z
przodu, aby nakręcił koło sterowe oraz telegraf.
Generalnie chodziło o to, żeby telewidzom pokazać jak najwięcej
elementów charakterystycznych wraku, działających najlepiej na
wyobraźnię. Nie skupialiśmy się na jakiejś penetracji, na szukaniu
czegokolwiek, mieliśmy kręcić materiał, musiałem pilnować siebie,
pokazywać najciekawsze miejsca, pilnować jego, bo chłopak był cały czas
wpatrzony w kamerę.
W
ten sposób doszliśmy do najwyższego punktu, wspomniane 53,5 m, po czym
spojrzeliśmy do góry i zobaczyliśmy, że opada już następna para, czyli
Tomek WRÓBLEWSKI i Miłosz BIAŁKOWSKI
Zaczęliśmy się wynurzać. Na 40 m spotkaliśmy się z nimi, pokazaliśmy
sobie, że wszystko jest OK. Nastąpiła można by rzec zmiana wachty. tak
to wyglądało. To chyba wszystko, co można powiedzieć o samym nurkowaniu
na wraku.
MN: Kilka słów na
koniec...
G„B”D:
Chciałbym podziękować
ekipie TV za umożliwienie ponownego nurkowania na „GOI”. Chciałbym też
podziękować mojej żonie; mówiła, że dobrze robię, że idę w dobrym
kierunku.
MN: My ze swojej
strony również dziękujemy za rozmowę.
WRAŻENIA
Po jakimś czasie na powierzchni pojawiają się kolejni nurkowie.
Janusz SOLARZ –
instruktor, nurek techniczny
Jest dużo sieci, są opięte na wraku albo powiewają z prądem, bo prąd
był; niezbyt mocny, ale był. Krążyliśmy tak do 57 m, nie głębiej.
Marek MICHALAK –
instruktor, nurek techniczny
Wszystko wyglądało tak jak na zdjęciach pokazanych na odprawie.
Popłynęliśmy w kierunku rufy, przefrunęliśmy sobie nad tym wrakiem.
Widoczne były nadbudówki, a także jakieś bomy.
Co do sieci, to były. Na Bałtyku zawsze są sieci, nie ma tak, żeby nie
było. Widoczność była po prostu rewelacyjna.
Miłosz BIAŁKOWSKI
–
instruktor,
nurek techniczny
Myślę, że mogę się posunąć do stwierdzenia, że było to nurkowanie mojego
życia.
Tomasz WRÓBLEWSKI
– instruktor, nurek techniczny
Kompas przewrócony, telegraf stoi rzeczywiście, bulaje wywalone i widać,
że szalupy były pospuszczane, bo zostały tylko same żurawiki. Widziałem
też działo, osłonę od działka przy nadbudówce.
Wojtek JEZNACH
– operator kamery,
członek ekipy realizującej serię, „ PODWODNA POLSKA „ TV3 KATOWICE
Było super, nie ma wątpliwości, że to jest „GOYA”. Jest wszystko to, co
na tym filmie archiwalnym. Widziałem również te napisy, nawet nie wiem,
czy nie są nagrane, no, ale to dopiero zobaczymy. Robi wrażenie, ma
jednak więcej sieci niż normalne wraki. Trzeba uważać jak się wychodzi z
mostka na boki, bo powiewają tam sieci. Jedna stoi i dalej łowi, trzeba
uważać żeby nie „wejść” w nią zaworami. Szczególnie, kiedy patrzysz w
bulaje, jesteś zafascynowany, a tutaj nagle wchodzisz głową w siatkę.
Grzegorz DUTKOWIAK
– członek
ekipy realizującej serię „ PODWODNA POLSKA „ TV3 KATOWICE
To nurkowanie to rewelacja, niewiarygodna widoczność. Dobrze zachowany
mostek kapitański, mosiężny telegraf maszynowy na swoim miejscu. Widać
przepięknie koło sterowe i przewrócony, potężny kompas. Poprzewracane
stołki, meble, wszystko tak jakby to się zdarzyło piętnaście lat temu.
Wszystko doskonale zachowane. W tej części, w której byłem, sieci jest
nie za dużo, ale trzeba uważać. Widać nylonowe, świeże sieci,
szczególnie w okolicach galeryjki.
Silvestr PEKNIK –
czeski nurek techniczny IANTD
Płynąc w kierunku dziobu zajrzeliśmy do jednego z pomieszczeń. Widok był
przerażający, gdyż widać było bardzo wiele ludzkich kości. To działa na
wyobraźnię i uzmysławia, że to miejsce jest grobem dla tysięcy ludzi.
Jerzy LISSOWSKI
– właściciel
statku „HESTIA”
To mój czwarty rejs na „GOYA”. Tym razem nie ma tu postawionych sieci,
bo jest zakaz połowu dorsza. Ale zwykle jest ich mnóstwo, bo rybacy
stawiają je tam, gdzie jest ryba, a ryby lubią trzymać się blisko
wraków, bo tam znajdują schronienie.
Wszyscy są zgodni, co do tego, że wrak robi ogromne wrażenie, zwłaszcza,
kiedy ma się na uwadze fakt, że oto jest się obecnym w miejscu, gdzie
ponad pół wieku temu rozegrała się jedna z najkrwawszych i najbardziej
tragicznych katastrof morskich. Wymiaru tej tragedii nie zmienia fakt,
że miała ona miejsce podczas wojny, wymiar ludzkiego życia tak czy
inaczej pozostaje ten sam.
Ewa ŻERDZIŃSKA
– autorka
„PODWODNEJ POLSKI”, TVP3 KATOWICE
Dlaczego „GOYA”?
Dlatego, że jest jednym z najsłynniejszych i najsłabiej poznanych
wraków, czyli takim, o jakim marzy każdy nurek. Dzięki temu można coś
nowego o niej powiedzieć. A chyba tego oczekują telewidzowie, żeby
odkrywać przed nimi te duże i małe tajemnice.
Czyli cały odcinek
będzie poświęcony tragedii „GOI”?
Zarówno tragedii, historii, jak i trudnościom w nurkowaniu, które
powodują, że niewiele osób może tutaj nurkować. Przedstawiamy jak
wygląda taka poważna wyprawa nurkowa.
Skąd dobór takiej
ekipy a nie innej?
Nasza ekipa telewizyjno-nurkowa powstała trzy lata temu i cały czas jest
w tym samym składzie. Ja byłam osobą nienurkującą. Zaczęłam więc
nurkować, moi koledzy, którzy dzisiaj ze mną pracują uczyli mnie, a ja
uczyłam ich realizować programy telewizyjne. I tak od trzech lat
realizujemy wspólnie ten program. Jeden z nurków jest operatorem –
Wojciech JEZNACH, jest amatorem jeśli chodzi o filmowanie, ale ma jakąś
taką żyłkę i ogromny talent, który szlifuje się z każdego odcinka na
następny. Grzegorz mu pomaga, jest jego asystentem i partnerem, oświetla
mu przede wszystkim to, co się znajduje pod wodą. Obydwoje mają ponad
20-letnie doświadczenie zdobyte pod wodą, są nurkami technicznymi.
Właściwie nie ma takiego miejsca ani mojego pomysłu, którego by oni nie
zrealizowali. Byliśmy nawet na 100 m na Hańczy i na najgłębszych wrakach
Bałtyku. Ja natomiast realizacyjnie pochylam się nad tym, co chłopcy
sfilmują.
A pozostała część
ekipy nurkującej dzisiaj?
Dobraliśmy ekipę nurków według tego samego klucza co zawsze: staramy się
wybrać ze środowiska nurkowego osoby, które mają coś do powiedzenia,
mają odpowiednie kwalifikacje. To jest zawsze gwarancja tego, że te
osoby zawsze coś ciekawego zrobią i pokażą. Docieramy do nich
wysłuchując różnych opinii w środowisku nurkowym. Dowiadujemy się, które
osoby osiągnęły coś w tym światku nurkowym. Tak samo było z „BANANEM”.
Grzegorz DOMINIK jest osobą, która odkryła „GOYĘ”, więc nie wyobrażałam
sobie tego odcinka inaczej jak właśnie z jego udziałem.
Rozumiem, że to jest
nobilitacja dla tych osób, które uczestniczą w tej akcji, dla całej
ekipy jest to duże wyróżnienie...
Mamy nadzieję, że jest to dla nich wyróżnienie, że mogli z nami
współpracować. Dla nas jest to również duże wyróżnienie, ponieważ każda
z tych osób, które tutaj nurkują, to naprawdę doświadczeni nurkowie.
Dlatego właśnie się tutaj spotkaliśmy i mamy nadzieję, że dzięki temu
ten odcinek „PODWODNEJ POLSKI” będzie naprawdę dobry...