Powrót do strony głównej

" DOTRZEĆ TAM GDZIE NIE DOTARŁ JESZCZE NIKT"

 

"PIERWSZE KROKI - TRIMIX, GŁĘBOKOŚĆ: 100 METRÓW, MIEJSCE: SYNAJ - MORZE CZERWONE"

G.DOMINIK  I  M.PORADA
 

Jak już wspomniałem, od dłuższego czasu planowałem rozpoczęcie szkolenia trimixowego umożliwiającego bezpieczne wprowadzanie procedur typu "technical diving" w oparciu o doświadczenia uzyskane we wcześniejszych kontaktach z włoskimi i amerykańskimi nurkami technicznymi.

Razem z moim aktualnym partnerem nurkowym Grzegorzem "BANANEM" DOMINIKIEM instruktorem CMAS, SSI oraz instruktorem nitroxowym TDI, SNSI z którym od ponad roku prowadzę wspólnie szkołę nurkowania ABYSS - przedstawicielstwo w.w. amerykańskich systemów szkoleniowych w Polsce wielokrotnie prowadziliśmy długie dyskusje z naszymi kolegami i trenerami zagranicznymi dotyczące przyszłości nurkowań nitroxowych i technicznych w naszym kraju.

 
Grzegorz „ BANAN „ DOMINIK   Michał  PORADA
 

Jako że od roku prowadzimy szkolenia nitroxowe - dysponując wciąż unikalnym w naszych warunkach zestawem umożliwiającym przygotowywanie mieszanin oddechowych, uznaliśmy że jesteśmy wystarczająco dobrze przygotowani "logistycznie" do tzw. nurkowań  technicznych. Szkolenia tego typu oferuje obecnie zaledwie kilka organizacji nurkowych na świecie (TDI, IANTD, ANDI) tak więc nasz wybór był w tym zakresie dość ograniczony. Po długich dyskusjach i analizie dostępnych materiałów, wybór padł na naszą "macierzystą" organizację - "Technical Diving International" TDI zaś co do miejsca treningu - półwysep Synaj nad Morzem Czerwonym. Biorąc pod uwagę warunki hydrologiczno-pogodowe (średnia roczna temp. wody ok.24 stopni), znakomitą widoczność, duże głębokości, oraz niewątpliwe piękno raf Morza Czerwonego, miejsce to oferuje najbardziej"komfortowe" warunki do treningu nurkowania trimixowego z dostępnych na naszej półkuli. Nie bez znaczenia jest też fakt że właśnie tutaj znajduje się najnowocześniejszy w tym regionie ośrodek terapii hiperbarycznej dysponujący profesjonalnym zapleczem w przypadku wystąpienia choroby dekompresyjnej przy nurkowaniach technicznych. Po załatwieniu koniecznych formalności i przygotowaniu specialistycznego wyposażenia, wreszcie nasz samolot dotknął kołami pasa startowego lotniska w Sharm El Sheikh na Synaju. Nasza wizyta w jednej z dwóch istniejących nad Morzem Czerwonym baz nurkowania technicznego TDI rozpoczęła się nazajutrz po przybyciu od powitania z jej szefem i założycielem  oraz członkami elitarnego zespołu nurków technicznych "RED SEA TEKKIES" mających od tej chwili pełnić rolę naszych trenerów i opiekunów. Szef bazy - Jean Michael DIB, Francuz od ponad 6 lat mieszkający nad Morzem Czerwonym jest jednym z najbardziej doświadczonych europejskich nurków technicznych. Ten były partner nurkowy tragicznie zmarłego Roberta "Roba" PALMERA (jednego z prekursorów nurkowania technicznego i jaskiniowego) posiada na swoim koncie kilka tysięcy nurkowań  z czego kilkaset z nich stanowią techniczne nurkowania trimixowe na głębokości w przedziale 100 - 150 metrów. Nasz pierwszy kontakt z Jeanem miał miejsce rok wcześniej przy okazji kilkudniowego pobytu nurkowego w Sharm gdy zapowiedzieliśmy mu naszą kolejną wizytę. Warto tu zaznaczyć że w dość hermetycznym i nielicznym środowisku nurków technicznych (ok.2500 osób na świecie - głównie w USA) z pewną "rezerwą" wita się nowoprzybyłych adeptów tej dziedziny sportu. Istnieje nawet niepisany "kodeks" wszystkich "Tekkie`s" zakazujący jakiegokolwiek zachęcania i reklamowania tego typu nurkowań, ze względu na nieunikniony i niestety dość duży odsetek  śmiertelnych wypadków przy ich prowadzeniu. Rozmowa z Jeanem-Michelem rozpoczęła się od dość szczegółowego "przesłuchania" dotyczącego naszego doświadczenia i posiadanych kwalifikacji nurkowych , przy czym fakt iż obaj "wylegitymowaliśmy" się licencjami instruktorskimi wydał się tutaj całkowicie bez znaczenia dla naszego rozmówcy. Znacznie bardziej zainteresowały go nasze logbooki ze szczególnym uwzględnieniem liczby wykonanych nurkowań nitroxowych i głębokich nurkowań powietrznych - poniżej 40 metrów. Dopiero, gdy z rozmowy wynikło że naszym "Instruktorem-Trenerem TDI" był Mauro PAVAN z Wenecji, atmosfera "ociepliła" się zdecydowanie jako że Mauro ma znakomite notowania jako nurek techniczny i szkoleniowiec, a większość wyszkolonych przez niego instruktorów prezentuje wysoką wiedzę fachową. Dodatkowym argumentem "przełamującym lody" był fakt posiadania przez „ BANANA „ uprawnień instruktorskich CMAS, w której to organizacji stawiał także swoje pierwsze kroki nasz gospodarz. Na wstępie poinformowano nas, że aby być dopuszczonym do kursu "TRIMIX" konieczne jest wcześniejsze uzyskanie uprawnień tzw."EXTENDED RANGE DIVER" co tłumaczyć można jako nurkowania w tzw. rozszerzonym zakresie głębokości. Nurkowania takie są już w pełnym tego słowa znaczeniu nurkowaniami technicznymi wykorzystującymi te same techniki, konfiguracje sprzętowe i procedury - co nurkowania trimixowe. Główna różnica polega na zastosowaniu powietrza jako głównego czynnika oddechowego (tzw."bottom mix") zaś podczas dekompresji używa się zróżnicowanych (ze względu na zawartość O2) mieszanin nitroxowych optymalizujących i wydatnie przyspieszających proces dekompresji. Nurkowania te mają też służyć rozwinięciu specyficznej tolerancji na narkozę azotową, poprzez sukcesywne, codzienne zwiększanie głębokości operacyjnych w przedziale od 45 do 70 metrów. Po wstępnym zorientowaniu się w programie naszych zajęć stwierdziliśmy z lekkim przerażeniem że nasz 14 dniowy pobyt w bazie może okazać się zbyt krótki biorąc pod uwagę ilość materiału teoretycznego i  praktycznego który mieliśmy w tym czasie opanować. Podczas wstępnej rozmowy "kwalifikacyjnej" Jean-Michel powiedział nam wprost żebyśmy nawet nie próbowali traktować tego wyjazdu jako normalnego wyjazdu nurkowego, ale że czeka nas dwa tygodnie ciężkiej pracy i tylko od naszego zaangażowania będzie zależał jej końcowy rezultat czyli planowane przez nas nurkowanie trimixowe na głębokość 100 m. Już od następnego dnia nasza "kadra" wzięła się za nas intensywnie: po lekkim śniadaniu w hotelu od rana rozpoczęły się wykłady teoretyczne, co biorąc pod uwagę porę roku i związaną z tym temperaturę powietrza (powyżej 40 stopni C) nawet w klimatyzowanej sali wykładowej sprawiało że czuliśmy się jak w saunie. Po ok.3 godzinach nastąpiła krótka przerwa na zamoczenie się w hotelowym basenie (rewelacja!) i wykład potoczył się dalej. Większość zagadnień teoretycznych była nam na szczęście znana w mniejszym lub większym stopniu z kursów instruktorskiego "NITROX" oraz "GAS BLENDER",  tu jednak problemy te omawiane były w znacznie większym zakresie i ilustrowane konkretnymi przykładami nurkowań. I tak pierwszy dzień teorii upłynął na przypomnieniu poszczególnych zagadnień z zakresu fizyki i fizjologii nurkowania głębokiego, ze szczególnym uwzględnieniem umiejętności śledzenia (ang.trackingu) toksyczności tlenowej podczas jednego nurkowania z wykorzystaniem kilku mieszanin oddechowych. Inne tematy naszej dyskusji obejmowały zagadnienia tzw.toksyczności skumulowanej tlenu (ang.OTU toxicity) co jest szczególnie istotne przy planowaniu kilkudniowych nurkowań sukcesywnych. Duża część dyskusji poświęcona była także zagadnieniu absorbcji i eliminacji gazów obojętnych co nasz trener ilustrował konkretnymi modelami dekompresyjnymi. Na nasze pytanie dotyczące "najbezpieczniejszych" tablic i modelu dekompresji w głębokim nurkowaniu powietrznym Jean-Michael stwierdził (zgodnie z naszymi przypuszczeniami) że nie ma takiego modelu, ale on osobiście rekomenduje nam tabele powietrzne i nitroxowe Prof.BUHLMANNA oraz kanadyjskie tablice DCIEM. Widząc że nasze możliwości percepcyjne jak na jeden dzień już się wyczerpały nasz wykładowca zaproponował nam wspólną zabawę w znajdującym się na terenie bazy basenie. Zaczęło się od pytania ile czasu "na bezdechu" jesteśmy w stanie wytrzymać leżąc nieruchomo na dnie basenu w masce i pasie balastowym. Na niepewnie podawane przez nas liczby minut Jean roześmiał się mówiąc "zapewniam was że każdy z was wytrzyma dwa razy dłużej niż deklaruje...". Sprawa wyjaśniła się po chwili gdy na brzeg basenu przyniesiono butlę zawierającą mieszaninę dekompresyjną EAN 50 z podłączonym do niej automatem oddechowym  przystosowanym do tlenu. Nasz trener polecił nam aby podczas kontrolowanej wentylacji przed bezdechem, ostatnie 3-4 głębokie wdechy wziąć z tego właśnie automatu a następnie - jak to określił - "zamknąć oczy, nie myśleć o niczym i głęboko rozlużnić swoje ciało leżąc na dnie". Sam uzbrojony w podwodny stoper położył się tam razem z nami. Rezultaty były rzeczywiście niesamowite: pierwsze miejsce w "zawodach" zajęła moja nurkująca przyjaciółka, a obecna żona - Weronika, z wynikiem ponad 7 minut, zaś kolejne miejsce sam "pryncypał"Jean. Co do wyniku Weroniki cały personel bazy wydawał się być nieco zaniepokojony, gdy po upływie ponad 6 minut (wynik Jeana-Michaela) ona nadal spokojnie leżała na dnie basenu. Na temat zużycia powietrza przez Weronikę krążą różne anegdoty ale to już zupełnie inna historia... Następny dzień rozpoczął się od przygotowań sprzętowych do mającego nastąpić po południu nurkowania. Obaj z moim partnerem hołdujemy zasadzie, że przy tego typu nurkowaniach nie może być mowy o jakimkolwiek "zagubieniu się" we własnych zestawach, tak więc praktycznie cały konieczny sprzęt przywieźliśmy ze sobą z kraju, wielokrotnie analizując najbardziej optymalną konfigurację. Pewien problem stworzyły nam aluminiowe butle o pojemności 12 l powszechnie używane w tym regionie. Nasze "techniczne" kamizelki wypornościowe nijak nie miały ochoty stworzyć z nimi kompletnego zestawu. Po drobnych adaptacjach wreszcie sprzęt został skonfigurowany i zaczął się etap planowania. Wraz z naszym trenerem ustaliliśmy że pierwsze nurkowanie wykonamy na głębokość 50 metrów (używając jako czynnika oddechowego powietrza) i po czasie "bottom" wynoszącym 15 minut wykonamy planową dekompresję przełączywszy się na mieszaninę nitroxową EAN 50. Jean-Michel miał nurkować z nami wyłącznie jako obserwator oceniający nasz poziom komfortu pod wodą i realizację założeń nurkowania.

BANAN ZE SWOIM INSTRUKTOREM Jeanem MICHAELEM DIBEM
 

Już od pierwszych chwil zaczęliśmy na własnych plecach odczuwać co oznacza termin "nurkowanie techniczne". Pełna konfiguracja sprzętowa obejmuje dwie odseparowane tzw.manifoldem izolacyjnym butle o pojemności łącznej 24 l na tzw."bottom mix", oraz dwie butle (ang."stage-tanks) podwieszone na wysokości bioder nurka o pojemności 10 l każda. Waga całości - około 50 kilogramów. Wszystkie butle posiadają niezależne automaty oddechowe przystosowane do konkretnych mieszanin oraz specjalne oznakowanie (kolor i kształt) utrudniające ich przypadkowe pomylenie podczas nurkowania.Jest to niezmiernie ważne ponieważ ewentualny błąd polegający na pomyleniu drugiego stopnia automatu dostarczającego "bottom mix" z automatem od "deco mixu" może na dużej głębokości spowodować natychmiastową utratę przytomności (tzw.CNS oxygen hit) i w rezultacie śmierć nurka. Kamizelka wypornościowa typu "technicznego" to dwa niezależnie napełniane zbiorniki wypornościowe tzw."skrzydła" (ang."wing") zasilane z dwóch różnych źródeł gazu. Są one umieszczone na plecach nurka (w odróżnieniu od standardowej kamizelki) przez co nie krępują ruchów, umożliwiając umocowanie dodatkowych butli dekompresyjnych i automatów z przodu ciała. Zestaw nurka technicznego musi też zawierać obowiązkowo zdublowane przyrządy pomiarowe (dwa niezależne komputery nurkowe), dodatkową maskę(nie trzeba tu tłumaczyć czym może się skończyć utrata maski podczas głębokiego nurkowania z dekompresją), boje wypornościowo-sygnalizacyjne, kołowrotek z linką (poręczówka, boja) i szereg innych podręcznych "drobiazgów". Po dopłynięciu na miejsce planowanego nurkowania rozpoczęliśmy zakładanie sprzętu co biorąc pod uwagę jego ilość i ciężar nie było bynajmniej czynnością łatwą na kołyszącym się pokładzie. Samo nurkowanie przebiegło zgodnie z planem i nie pojawiły się żadne nieprzewidziane trudności (może za wyjątkiem konieczności pokonania dość silnego prądu przy powierzchni wody). Przekonaliśmy się że płynięcie pod wodą w tzw. konfiguracji technicznej wiąże się z dużym oporem hydrodynamicznym i wymaga dobrej kondycji fizycznej. Po wyjściu na pokład odbyliśmy odprawę z naszym trenerem, który zwrócił naszą uwagę na maksymalne ograniczenie wszelkich ruchów ciała pod wodą do niezbędnego minimum. Podczas nurkowania trimiksowego na dużej głębokości jakakolwiek nadmierna ruchliwość prowadzi do zwiększenia wentylacji i wzrostu poziomu narkozy. Po powrocie do bazy z dużą przyjemnością zajęliśmy się zimnym piwem marki "Stella" (lokalny specjał) czekając niecierpliwie na to co przyniesie nam kolejny dzień. Nazajutrz przejął nas asystent Jeana o którym cały personel bazy wyrażał się z wyraźnym szacunkiem. Okazało się że Ammar KEYLANI to jeden z pionierów nurkowania technicznego w Morzu Czerwonym który współtworzył wraz z Jeanem pierwszy zespół nurków i bazę w obecnym kształcie. Ten władający biegle językiem angielskim Arab, lekarz wykształcony w Danii,  miał okazać się w ciągu kilku najbliższych dni najbardziej doświadczonym nurkiem z jakim mieliśmy przyjemność nurkować z całej ekipy technical-instruktorów pracujących w bazie.

INDIANIN Ammar KEYLANI
 

Ammar jako pierwszy nurek-Arab otrzymał prestiżowy tytuł "Technical Mixed Gas Trainer" upoważniający go do prowadzenia szkoleń instruktorów nurkowań technicznych i trimixowych. W uznaniu dla jego wiedzy i doświadczenia miejscowi nurkowie nadali mu żartobliwy przydomek "Guru" co jednak nie zmieniało faktu że był to najbardziej bezpośredni i "kontaktowy" facet ze wszystkich nieco "zakręconych" Tekkies. Nurkowania z nim pozostawiły w nas wrażenie totalnego profesjonalizmu zarówno pod względem techniki nurkowej jak i zdolności instruktorskich. Zajęcia rozpoczęły się od nurkowań w przedziale głębokości od 50 do 60 metrów połączonych z treningiem technik awaryjnych. Program tych nurkowań obejmował przede wszystkim awaryjne przełączanie się z głównego na dodatkowy zestaw butlowy w połączeniu z natychmiastową separacją "wadliwie" działającego automatu przy użyciu tzw. manifoldu izolacyjnego (specjalny rodzaj łącznika międzybutlowego).

Podczas drugiego nurkowania Ammar polecił nam położenie poręczówki wzdłuż sciany rafy na głębokości około 30 metrów, a następnie odpięcie naszych butli dekompresyjnych i przymocowanie ich w określonym miejscu do liny. Zadanie to należało wykonać bez maski. Odpięcie obu butli powodowało tak duży i nagły przyrost pływalności że trzeba się było do niego przygotować praktycznie opróżniając kamizelkę. Druga część ćwiczenia polegała na dopłynięciu do pozostawionych butli (ok.20 metrów), nadal bez maski - a na dodatek - z wyjętym z ust drugim stopniem automatu oddechowego. Płynąć należało wzdłuż liny poręczowej stosując tzw. "oczko". Nasze zabawy "przepłaciliśmy" kilkunastominutową dekompresją podczas której ćwiczyliśmy prawidłowy sposób posługiwania się boją dekompresyjną i połączonym z nią kołowrotkiem. Jest to bardzo przydatna technika polegająca na tym że z najniższego przystanka dekompresyjnego (zwykle 9 lub 12 metrów) nurek uwalnia specjalną boję o wyporności wystarczającej do utrzymania swojego ciężaru a następnie przypina się do niej przy pomocy kołowrotka z linką. Kołowrotek wyposażony jest w specjalny hamulec umożliwiający bardzo precyzyjne ustalenie głębokości na której nurek "zawisa" pod boją. Po zakończeniu danego przystanka - nurkujący zwalnia hamulec i nawijając linkę przemieszcza się na mniejszą głębokość dekompresyjną. Technika ta zapewnia całkowity spoczynek podczas dekompresji co jest bardzo istotne podczas desaturacji helu z tkanek nurka. Hel posiada znacznie wyższą "ruchliwość" tkankową (większą niż azot prędkość saturacji i desaturacji) przez co zwiększenie wysiłku mięśniowego podczas dekompresji może wywołać chorobę dekompresyjną (np. w stawie ręki trzymającej mocno linę opustową). Następnego dnia rozpoczęliśmy kolejną porcję wykładów dotyczącą prawidłowego "radzenia" sobie w sytuacjach awaryjnych. Jean - Michel powiedział nam przy tej okazji że w nurkowaniu technicznym nie istnieje praktycznie tzw. buddy-system i należy dążyć do pełnej samodzielności i niezależności w rozwiązywaniu sytuacji  krytycznych.  Realizacji tej zasady ma służyć dublowanie możliwie jak największej ilości sprzętu zabieranego przez nurka i nie liczenie na pomoc partnera.  Tu nastąpił cytat zaczerpnięty z podręcznika "Extended Range Diver TDI": Nurkowanie samotne to potencjalnie śmierć tylko jednej osoby... Nurkowanie parami - to umieranie w towarzystwie". Wykład zakończył się zacytowaniem przez niego słynnego już wśród nurków technicznych powiedzenia Roba PALMERA "Największym niebezpieczeństwem pod wodą jesteś ty sam i tylko odpowiednie zachowanie zachowa cię przy życiu". Po południu nastąpiły dalsze nurkowania treningowe podczas których osiągnęliśmy głębokość ok.70 m. Wcześniejsze nurkowania "zbudowały" już u nas pewną tolerancję na narkozę azotową. Z pewnym zaskoczeniem stwierdziliśmy że w porównaniu z naszymi rodzimymi wodami poziom narkozy odpowiada około 40-50 metrom. Zgodnie z planem, po osiągnięciu głębokości maksymalnej mieliśmy na zabranych tabliczkach wypisać jak najwięcej pamiętanych przez nas numerów telefonów aby przekonać się w jakim stopniu jesteśmy pod działaniem narkozy. Zadanie to - ku własnemu zdziwieniu - wykonaliśmy całkiem sprawnie a wynurzając się do pierwszego przystanka dekompresyjnego znaleźliśmy na dnie zgubiony przez kogoś arabski "latający" dywanik. Ze względu na dużą głębokość - pierwszy przystanek dekompresyjny odbyliśmy na 12 m, przełączając się z powietrza na tzw. "deco-mix" którym w tym przypadku był EAN 60 (60% O2 mix). Przed drugim nurkowaniem Jean uprzedził nas że "będzie naszym największym wrogiem pod wodą" starając się "uprzyjemnić" nam nurkowanie na wszystkie możliwe sposoby. Zaczęło się od symulowanego ataku konwulsji tlenowych i paniki na głębokości 50 metrów. Mój nieszczęsny partner „ BANAN „ robił co mógł aby wyswobodzić się od "napastującego" go trenera i wsadzić do ust wyrwany brutalnie automat oddechowy. W końcu mu się to udało: Jean - Michael został "spacyfikowany" i wynurzony na bezpieczną głębokość. Następny atak skierowany był na mnie. Polegał on na zerwaniu maski i zakręceniu głównego zaworu butlowego a następnie podstępnym odpięciu klamerek kamizelki wypornościowej. Z uwagi na głębokość (ok.40 m) nie było to najprzyjemniejsze ale kilkudniowy trening dał o sobie znać  i sytuacja została opanowana. Po powrocie na pokład statku nasz trener był z nas wyraźnie zadowolony i ku naszej dużej radości oświadczył że nazajutrz rozpoczniemy przygotowania do nurkowania trimixowego. Kolejny ranek zastał nas nad pokaźną stertą papierów, tablic dekompresyjnych i kalkulatorów. Musieliśmy zdać dwa egzaminy teoretyczne i samodzielnie zaplanować nasze pierwsze nurkowanie trimixowe na głębokość 80 metrów. Procedura zawierała m.in. obliczenie tzw. najlepszego mixu (ang. "best mix") optymalnego dla danej głębokości, biorąc pod uwagę czynniki indywidualnej wrażliwości na narkozę, toksyczność tlenową oraz specyfikę saturacji tkanek mieszaniną helu i azotu (różne tempa absorbcji i eliminacji obu gazów). Jako "bottom-mix" mieliśmy zastosować TRIMIX 15%O2 / 53%N2 / 32%He  zaś podczas zanurzania i dekompresji - mieszaniny nitroxowe EAN 32 ( do głębokości 40 m) jako tzw. "mix podróżny" oraz EAN 60 ( od głębokości 15 m) jako "deco-mix". Prawidłowe przygotowanie mieszaniny trimixowej techniką tzw. mixu parcjalnego zajmuje kilkanaście godzin (ze względu na migrację molekularną gazów składowych) tak że pierwsze nurkowanie miało nastąpić nazajutrz. Nasi trenerzy doradzili nam aby resztę dnia spędzić wypoczywając, absolutnie rezygnując z wieczornego piwa, kobiet i tym podobnych rzeczy... Następny dzień rozpoczął się od komputerowej symulacji planowanego nurkowania przy użyciu programu "PRO - PLANNER". Technika ta ( praktycznie nie stosowana w naszym kraju ) umożliwia w sposób bezpieczny i komfortowy prześledzenie oraz zaplanowanie wszystkich istotnych parametrów danego  nurkowania - włączając w to optymalizację mieszanek gazowych, ich konieczne ilości oraz wydruk tzw. tablicy dekompresyjnej użytkownika (ang. "custom mix") przygotowanej do konkretnego zadania. Po uzyskaniu wydruku, tablice zostały zafoliowane i dodatkowo przepisaliśmy ich treść na nasze tabliczki nurkowe. Na statku, przygotowania rozpoczęły się od osobistego sprawdzenia składu wszystkich mieszanek oddechowych przy użyciu przenośnego analizatora tlenowego. Wynik naszych pomiarów musiał obowiązkowo zgadzać się ze stężeniem procentowym podanym na specjalnych tabliczkach przymocowanych do każdej butli (dopuszczalna różnica nie może przekraczać 0,5%).W drodze na planowane miejsce zanurzenia odbyliśmy jeszcze raz "odprawę" z prowadzącym nasze nurkowanie amerykaninem Frankiem MERKLEM - specjalizującym się w prowadzeniu nurkowań trimixowych.

AMERYKANIN Frank MEKLER Z NASZYMI ŻONAMI
 

Po wejściu do wody w pełnym sprzęcie Frank jeszcze raz sprawdził nasz ekwipunek i mówiąc: "O.K. panowie, zróbmy rock`n rolla" dał sygnał do zanurzenia. Zanurzaliśmy się ze ściśle zaplanowaną prędkością, wynoszącą 20 m/min. Tempo takie jest konieczne przy nurkowaniach trimixowych ze względu na odpowiednie zrównoważenie tempa saturacji helem i nieco wolniejszy proces saturacji azotu. Na głębokości 40 metrów wykonaliśmy szybkie przełączenie gazów z mieszaniny nitroxowej na główną mieszaninę "denną" - trimix. Już przy pierwszym oddechu odczuliśmy dużą różnicę w oddychaniu w stosunku do mieszanki nitroxowej. Z uwagi na mniejszą gęstość cząsteczkową helu, trimixem oddycha się łatwiej niż "standardowym" powietrzem lub nitroxem. Wysiłek oddechowy jest dużo mniejszy, zaś ze względu na zwiększone przewodnictwo cieplne helu gaz ten odczuwany jest jako bardzo "chłodny" w oddychaniu. Z niedowierzaniem obserwowaliśmy nasze komputery pokazujące coraz większą głębokość zanurzenia bez widocznych objawów narkozy azotowej. Przez cały czas naszego szybkiego opadania intensywnie wyrównywaliśmy odczuwalną utratę pływalności spowodowaną głębokością i dużą ilością ciężkiego sprzętu. Po osiągnięciu głębokości 80 metrów przełączyliśmy się na drugi zestaw butlowy z mieszanką trimixową gdyż manometry kontrolne pierwszych butli dosłownie opadały "w oczach". Odczekaliśmy planowane 10 minut i po uściśnięciu sobie dłoni ( pierwszy raz! ) rozpoczęliśmy wynurzanie. Do głębokości zmiany mieszaniny oddechowej (40 m) wynurzaliśmy się z prędkością taką samą jak przy zanurzaniu aby następnie zdecydowanie zwolnić (do ok.10 m/min) przy osiągnięciu pierwszego przystanka dekompresyjnego na 24 metrach. Przechodzenie na kolejne - wyższe przystanki ( 21,18,15 m ) odbywało się już bardzo wolno. Na głębokości 15 metrów po raz kolejny przełączyliśmy gazy i rozpoczęliśmy dekompresję przy użyciu "wypłukującej" z naszych tkanek resztki helu mieszaniny EAN 60. Z 12 metrów wypuściliśmy nasze dryfujące boje i zaczęły się najdłuższe piętra dekompresji. Czas pobytu na dnie wynoszący 10 minut "okupiliśmy" 27-minutową dekompresją i dodatkowym oddychaniem mieszanką nitroxową przez 15 minut po powrocie na pokład naszego statku.

"PŁUKANIE"  PO NURKOWANIU
 

Nasze drugie nurkowanie na głębokość 100 metrów odbyło sie następnego dnia i pomijając szczegóły techniczne ( zmiana proporcji gazów tworzących mieszaninę trimixową ) odbyło się według podobnej procedury.

BANAN Z FRANKIEM PRZED SWOJĄ PIERWSZĄ "SETKĄ"
 

Podczas tego nurkowania spotkała mnie sytuacja potencjalnie grożna: zablokował się karabińczyk przytrzymujący drugi stopień automatu podczas przełączenia zestawów "bottom" na głębokości 96 metrów.  Na szczęście przy pomocy „ BANANA „ udało mi się opanować sytuację. Łączny czas naszego nurkowania wyniósł  57 minut z czego 3 minuty spędziliśmy na głębokości 100m. Całkowity czas dekompresji wyniósł około 40 minut. Po wynurzeniu na powierzchnię (ostatnie 3 metry przez 3 minuty) zostaliśmy rozebrani w wodzie przez zespół zabezpieczający i leżąc na pokładzie podczas "płukania" nitroxem staliśmy się głównym obiektem zainteresowania "rekreacyjnie" nurkujących płetwonurków japońskich. Na zakończenie pragnę podkreślić raz jeszcze że szkolenie i nurkowania trimixowe jako kosztowne i wymagające użycia specjalistycznego sprzętu (kilkukrotnie przewyzszającego ceną standardowe wyposażenie płetwonurka) dostępne są  praktycznie dla wąskiego grona pasjonatów gotowych poświecić na ten cel znaczną część swojego czasu i dochodów. Mam jednak nadzieję że w niedalekiej przyszłości uda nam się wspólnie z osobami zainteresowanymi doprowadzić do powstania aktywnego ruchu nurkowania technicznego w Polsce.

Grzegorz "BANAN" DOMINIK i Michał PORADA
ABYSS DIVING
SDI-TDI Polska


GALERIA

 
ALE KOLEŚ   JAPANESE
 
W BLUE HOLE   LUZIK PO ...