|
Wskakujemy do wody i wzdłuż opustówki, pokonując lekki prąd, schodzimy pod
wodę.Na 11 metrze osiadamy na burcie. Następnie schodzimy niżej i dochodząc
do dna, na 24 metrach opływamy statek.
Szybki rzut oka na artykuł z sierpniowego Nurkowania i już wiemy celem
naszym będzie tym razem wrak promu JAN HEWELIUSZ, spoczywający 2 godziny
drogi od wyspy Rugia w Niemczech. Szybko znajduje się 16 chętnych
zrzeszonych przy „Technical Diving Center-ABYSS” w Warszawie, gotowych w dwa
dni pokonać ok. 1500 km, spać jedynie 4 godziny, aby w końcu dwukrotnie
zanurkować na wraku. Ale cóż, nikt nie obiecywał że będzie łatwo.....
Około trzeciej nad ranem wjeżdżamy na nadbrzeże portu w Sassnitz. Tu czeka na
nas MS BRIGITE, przerobiony do celów turystycznych statek rybacki.
Szybki wyładunek sprzętu i idziemy spać. Nie jest nas w stanie obudzić nawet
dudnienie diesla, włączonego przez kapitana o szóstej rano, zwiastującego
wypłynięcie z portu. Chwilę po ósmej budzi nas niemiecka obsługa statku. Szybkie
śniadanie, które można zakwalifikować jako kontynentalne, odprawa przed nurkowaniem i o
dziesiątej przybijamy do boi, miejsca spoczynku HEWELIUSZA
Pogoda prawie idealna, powoli przez chmury przedziera się słońce,
temperatura ok. 18 stopni, mała fala. Wskakujemy do wody i wzdłuż opustówki,
pokonując lekki prąd, schodzimy pod wodę. Na 11 metrze osiadamy na burcie. Następnie
schodzimy niżej i dochodząc do dna, na 24 metrach opływamy statek. Dopiero
to daje nam wyobrażenie o wielkości promu. Widoczność 6-8 m. i znana wszystkim
bałtyckim nurkom „wielka zieleń”. Wszędzie porozrzucane są elementy
statku i ładunku, który przewoził.
Zaskoczył nas brak sterówki, która jak się okazało, podczas katastrofy
odpadła od Heweliusza i do dziś nie została odnaleziona.
Prawdopodobnie stało się to na skutek ruchów prądów i przemieszczania się
wraku po dnie. HEWELIUSZ nie zatonął od razu – podczas gdy przewróciła
go fala, przed zatonięciem dryfował. Wpływając do środka, zanurzamy się w
kompletną ciemność. W większości jest to zasługą wszechobecnych omułek,
porastających cały wrak. W świetle latarek widzimy zgniecione i poprzewracane
tiry oraz wagony kolejowe zawieszone nad naszymi głowami.
Manometry nieubłaganie pokazują, że czas już kończyć. Po linie wracamy na
statek. Jedząc obiad, obserwujemy przypłynięcie drugiego statku z niemieckimi
nurkami. Teraz zadanie będzie utrudnione – ich statek zacumował przy boi,
my stoimy nieco dalej. Daje nam to jakieś 100 metrów do przepłynięcia pod prąd.
Z lekką zadyszką dopływamy do liny i za chwilę znów jesteśmy w środku promu.
Teraz jest czas, aby dokładnie spenetrować luk towarowy. Napotykamy na ciężarówkę z
naklejonym znakiem PL, a także oznaczeniami Szwecji , Węgier oraz Norwegii.
Mimo, iż pod wodą jest ok. 50 nurków, nie odczuwa się tłoku.
Ponad półtoragodzinna penetracja wraku daje nam wyobrażenie o tragedii,
która wydarzyła się 8 lat temu. Do dziś nie odnaleziono wszystkich ofiar
katastrofy......... Z prądem wracamy na statek, sprawdzamy listę obecności
i ruszamy w drogę powrotną. Wrak pozostaje za nami i w naszej pamięci. Około
19.00 jesteśmy w porcie. Pamiątkowa fotografia, jeszcze tylko 700 kilometrów
i jesteśmy w domu. Potwornie zmęczeni, niewyspani ale zadowoleni.
Jan GALEWSKI
MAGAZYN NURKOWANIE
|