W zabitych dechami
górach Transylwanii (Rumunia) są ukryte potężne wywierzyska, których głębia
od wielu lat przyciąga płetwonurków. Pod koniec lat 80-tych czescy nurkowie
wyeksplorowali wywierzysko Coteţul Doreştilor do -40m. W wywierzysku Tauz
przepłynęli I syfon o głębokości -13m i długości 40m, a w drugim syfonie
osiągnęli głębokość -70m. Natomiast w jaskini Coiba Mare w końcowym syfonie
przepłynęli 130m i osiągnęli krawedź studni na głębokości -40m. W połowie
lat 90-tych w tym rejonie działał zespół szwajcarsko-francuski, który
eksplorował głównie Coteţul Dorestilor, gdzie osiągnięto -76m w odległości
300m od powierzchni - najgłębszy wówczas syfon w Rumunii.
Okazuje się, że
najciekawszym miejscem do eksploracji jest system jaskiń Coiba Mare - Tauz.
Z barwienia wody wynika, że woda wpadająca do końcowego syfonu w Coiba Mare
wypływa w wywierzysku Tauz. Stąd też to wywierzysko stało się celem naszych
kolejnych wypraw. Najpierw pojechaliśmy na wyprawę w lutym 2001. Wzieli w
niej udział nurkowie Wiktor BOLEK, Maciej CZYKIERDA, Rafał GARSKI (Sopocki
KTJ), Rafał GÓRECKI, Norbert ZIOBER oraz grotołazi poruszajacy się po
jaskiniach wypełnionych powietrzem : Maciej MIESZKOWSKI, Danuta NOWAK,
Marcin WÓJCIK (pozostali SG Wrocław). Pomimo nienajlepszej
widoczności udało się zaporęczować znane ciągi w obydwu syfonach w Tauz.
Korytarz był dostatecznie przestronny, aby się w nim poruszać. Przy dobrze
zastabilizowanej poręczówce nie było problemów z ciasnościami, o których
wspominali nasi poprzednicy.
Droga do dalszej
eksploracji stała otworem. Jedyna istotna trudność polegała na braku
możliwości dobrego zaporęczowania. Dno korytarza na całym odcinku pokrywał
sypki żwirek. Przy ścianach było zbyt ciasno, aby szukać punktów do
stabilizacji. Ciężarki również nie rozwiązywały problemu. Osuwały się pod
własnym ciężarem po niestabilnym żwirku, co powodowało naciąganie
poręczówki.
Ze względu na ilość
zabranego helu, na tym wyjeździe mogliśmy przeprowadzić jeszcze jedno
nurokwanie na głębokość rzędu 70-80m. Przygotowałem dwie mieszanki trimixowe
oraz nitrox w butlach depozytowej i rezerwowej. Przed drugim stopniem
automatów na butlach depozytowych zastosowaliśmy złączkę odcinającą (element
znany również jako FCD - Freeflow Control Device). Pozwala to skrócenie do
minimum operacji zostawiania butli, ponieważ nie trzeba wtedy zakręcać ani
otwierać zaworu na butli. W międzyczasie okazało się, że widoczność w
syfonie uległa poprawie. Podczas rozstawiania butli i poprawiania
oporęczowania przed głównym atakiem, koledzy skorzystali z okazji i wykonali
głębokie nurkowania na powietrzu. Rafał GÓRECKIi zanurzył się na -66m, a
Maciek CZYKIERDA i Rafał GARSKI na -60m.
Podczas głównego
ataku dowiązałem linkę do ostatniego punktu i zacząłem zanurzać się głębiej.
Jednak szybko wyłoniło się przede mną zwężenie korytarza. Na stropie
uformował się swojego rodzaju garb, który biegł przez całą szerokość
korytarza. Przekrój był w tym miejscu niski ale szeroki. Byłem na -74- -75m.
Dostępna przestrzeń stwarzała możliwość przepłynięcia. Obróciłem się
płetwami w dół i przeszedłem przez zwężenie bez problemów. Dalej korytarz
opadał łagodnie w dół. Głębokość przyrastała powoli. Po lewej stronie
pojawił się w stropie kolejny garb. Jednak w prawo otwierała się przestrzeń.
Na dnie ukształtowało się coś w rodzaju wydmy. Przepłynąłem w prawo przez
grań uformowaną ze żwiru. W tym momencie uświadomiłem sobie, że ta czynność
możę zmienić ułożenie poręczówki w przewężeniu. Nie miałem wystarczającej
ilości ciężarków ani czasu, by ten odcinek dobrze zaporęczować.
Wykorzystałem już prawie całą mieszankę przeznaczoną na penetrację.
Zbliżyłem się do granicy 80 metrów. Komputer wskazał maksymalną głębokość
-79.4m. Zastabilizowałem ciężarek i ropocząłem powrót. Czekało mnie jeszcze
przejście przez przewężenie. Położyłem się ostrożnie na żwirku i delikatnymi
ruchami przesuwałem się do góry. Przeszedłem bez problemu. Lekko tylko
dotknąłem butlami stropu. Dekompresję rozpocząłem na -21m. Musiałem jeszcze
spędzić w wodzie godzinę zanim mogłem wreszcie wynurzyć się.
Perspektywy
eksploracji w wywierzysku Tauz rysowały się bardzo dobrze. Syfon okazał się
na tyle przestronny, ze można się w nim poruszać bez większych problemów
nawet przy słabej widoczności. Problem, który pozostawał do rozwiązania, to
solidne zastabilizowanie poręczówki w miejscu, gdzie korytarz jest
najwyższy.
Kolejną wyprawę
zorganizowaliśmy w sierpniu 2001. Wzięli w niej udział nurkowie: Wiktor
BOLEK - kierownik, Maciej CZYKIERDA, Grzegorz DOMINIK (TDI), Mirosław
KOPERTOWSKI, Ireneusz KRÓLIKOWSKI (TDI), Michał STAJSZCZYK, Andrzej SZERSZEŃ
(Speleoklub Warszawski), Włodzimierz SZYMANOWSKI (pozostali SG Wrosław) oraz
grotołazi poruszający się po suchych jaskiniach.
 |
| AUTOR ZDJĘĆ PODWODNYCH Grzegorz
"BANAN" DOMINIK |
Tym razem
działalność postanowiliśmy rozpocząć od wymiany poręczówki. Do jej
stabilizowania w piaskowym korytarzu postanowiliśmy użyć "piaskowych szabel"
- nazwanych poprzez analogię do stosowanych w alpinizmie szabel śnieżnych.
Były to ok. 30 cm długości aluminiowe kątowniki, które zamierzaliśmy wbijać
w dno młotkiem. W praktyce okazało się jednak, że piasek był na tyle luźny,
że szable wchodziły na całą długość wpychane ręcznie. Co gorsza równie łatwo
wychodziły. Dopiero szable o długości 50 cm były dobrze osadzone. W ten
sposób wymieniliśmy oporęczowanie do -75m w odległości 190m od powierzchni.
Okazało się przy tym, że na -74m nie ma żadnego zacisku! Przy pomocy szabel
poręczówkę poprowadziliśmy precyzyjnie w najszerszym miejscu, tzn. po prawej
stronie korytarza. Do -50m (160m od powierzchni) pochylnia opadała na
północ. Jednak od tego miejsca korytarz zaczynał skręcać szerokim łukiem w
lewo (na zachód). Na -75m oś korytarza była już skierowana na zachód. W
sytuacji, gdy linka była zastabilizowana z ciężarków zagłębiających się w
piasku pod wpływem siły ciężkości, poręczówka naciągała się i przesuwała w
lewo - w najciaśniejszy punkt w przekroju korytarza. Stąd też poprzednim
razem eksploracja odbywała się po lewej stronie, gdzie na -74m pojawił się
zacisk. Reżim nurkowania trimixowego nie pozostawił wóczas czasu na
sprawdzenie prawej strony korytarza. Stało się to możliwe dopiero podczas
tej wyprawy, gdyż od początku używaliśmy solidnych punktów do stabilizacji.
Poniżej -50m stara poręczówka obciążona jeszcze ciężarkami tak głęboko
zagrzebała się w piasek, że nie byliśmy już w stanie jej stamtąd wyciągnąć.
Po takim
przygotowaniu zaplanowałem trimixowy atak na głębokość rzędu -90m. Koledzy
rozstawili depozyty z powietrzem i nitroxem w niszy na -14m oraz z tlenem na
-6m. W pierwszym syfonie i na początku drugiego oddychałem powietrzem z
butli depozytowej, którą zostawiłem na -30m. Na -75m podjąłem kołowrotek
zostawiany tam podczas przygotowań. Płynąłem wzdłuż prawej ściany. Po lewej
stronie strop obniżał się i korytarz stawał się niższy. Dalej eksploracja
potoczyła się szybko. Ani się obejrzałem, a już minąłem głębokość -80m. Po
paru metrach minąłem pionową krawędź na prawej ścianie i wypadłem do
poziomego korytarza. Osiadłem powoli na piaszczystym dnie i starałem się jak
najlepiej zrozumieć zmianę konfiguracji terenu. Pochylnia skończyła się na
-82m, gdzie łączyła się z poziomym korytarzem biegnącym na pólnoc. To dawało
ten zakręt w prawo wokół pionowej krawędzi, którą widziałem wcześniej.
Zastabilizowałem poręczówkę na dnie z dwu szabel i popłynąłem na północ przy
lewej ścianie. Korytarz sprawiał wrażenie wysokiego - jak oceniłem - na co
najmniej 2 metry. Dno było pokryte ławicami piasku. Od czasu do czasu
pojawiały się fragmenty gałązek czy kory drzew. W pewnym momencie natknąłem
się nawet na spory korzeń z kawałkiem pnia. Głębokość wahała się od -83m do
-84m. Po chwili zobaczyłem większe zagłębienie w piasku, gdzie przy dnie
komputer dał odczyt -85m. Na poręczówce minąłem marker 250m. Upłynęła
właśnie 15 minuta nurkowania. Aby zmieścić się w planie musiałem wrócić na
-30m najpóźniej w 26 minucie. Aby nie ryzykować przedłużenia czasu
postanowiłem zakończyć eksplorację. Zastabilizowałem poręczówkę z dwu
kolejnych szabli i rozpocząłem powrót. Na zakręcie wprowadzającym na
pochylnię linka ocierała się o krawędź. Przy pomocy ostatniej szabli
odciągnąłem ją od ostrej krawędzi. W drodze powrotnej zrobiłem jeszcze kilka
pomiarów głębokości i azymutu. Na -30m byłem po 24'. Na powierzchnię
wynurzyłem się po półtoragodzinnej dekompresji.
Odległość w linii
prostej między końcowym syfonem w Coiba Mare i Tauz wynosi 2500m. Pokonanie
takiej odległości przy głębokości -85m jest złożonym problemem, przede
wszystkim ze względu na ilość potrzebnych gazów i czas dekompresji.
Przepłynięcie takiego dystansu w aparatach o obiegu otwartytm na pewno
będzie bardzo czasochłonne. Wobec tego należy rozważyć możliwość eksploracji
w aparatach o obiegu zamkniętym.
 |
|
Grzegorz „BANAN” DOMINIK W AKCJI |
W celu
przetestowania nowej techniki przeprowadziliśmy nurkowania na rebreatherze
Buddy Inspiration. Grzegorz DOMINIK został pierwszym Polakiem, który
zanurkował w jaskini na tego typu urządzeniu. W Tauz przepłynął 130m
osiągając głebokość -30m w II syfonie, a w wywierzysku Coteţul Dobreştilor
150m przepływając przez pierwsze przegięcie na -50m. Wnioski wynikające z
tych nurkowań są bardzo zachęcające. Jednak dopracowania będzie wymagał
sposób zwiększenia bezpieczeństwa na wypadek awarii urządzenia w warunkach
jaskiniowych.
Jak do tej pory
poznaliśmy jedynie mały fragment systemu łączącego Coiba Mare z Tauz.
Obecność dużych fragmentów drzew świadczy o tym, że połączenie musi być
przestronne i dostępne na całej długości dla człowieka. To wszystko czyni
eksplorację w tym miejscu bardzo ekscytującą.
Wiktor BOLEK
|