Powrót do strony głównej
208m. SMUTNY REKORD!
CZYLI ANALIZA WYPADKU
ADAMA HARBUZA I MICHAŁA PORADY


REDAKCJA:
- Sam nie wiem jak powinniśmy tą rozmowę zacząć. Tak naprawdę nie jestem nawet do końca przekonany, czy można sensownie rozmawiać o rekordzie, mając cały czas w tle wielkie nieszczęście, jakie się wydarzyło. Wiesz chyba jak się o tym mówi w Polsce? SMUTNY REKORD...

Grzegorz "BANAN" DOMINIK:
- Wiem, a dlaczego smutny to chyba przypominać oraz wyjaśniać nie muszę. I wierzcie mi, chętnie bym go oddał za ich życie? Zginęli moi koledzy, ludzie, którzy bezgranicznie kochali to, co robili. Drugich tak oddanych swojej pasji osób nie znałem.

ŚMIAŁKOWIE-ADAM, MICHAŁ ORAZ BANAN

- Zaraz po wypadku mieliśmy (redakcja) wiele zapytań o jego przebieg. Byliśmy pod presją, jednak dopiero teraz na spokojnie zdecydowaliśmy się na wyjaśnienie tego tematu.
Głównym powodem są osoby, którym się to naprawdę należy, Jest również nadzieja, iż poniższa analiza będzie odpowiedzią na pojawiające się ostatnio różne dziwne teorie, oraz próby własnej interpretacji wypadku, czy pojawiające się pytania. Dlaczego on im nie pomógł? Dlaczego, będąc razem, razem nie nurkowali? itd.

Grzegorz "BANAN" DOMINIK-SKUPIENIE NA CHWILĘ PRZED...

- Mam nadzieję, iż będzie to także odpowiedz dla osób, które zastanawiają się, " DLACZEGO ONI A NIE JA", bo i takie pytania słyszałem.
Zacznijmy, więc od początku i zastanówmy się jak do tego doszło z psychologicznego punktu widzenia.Nurkować głęboko lubiliśmy od dawna, a coraz głębiej nurkowaliśmy z czystej ciekawości jak tam jest naprawdę. Przynajmniej z mojej strony fakt, że przy okazji nurkowania te stawały się jakimiś tam wynikami czy rekordami był tylko czystym przypadkiem aż pewnego dnia stanęliśmy przed magiczną granicą 200m. Szykowaliśmy się na to nurkowanie od dawna. Może gdybym w 1999r., kiedy byłem w życiowej formie zanurkował na te 200m. nie byłoby tego nurkowania, ani nieszczęścia, a Oni byliby wśród nas. Tak się jednak nie stało. Uległem wówczas namowom Michała żeby poczekać na niego aż będziemy gotowi. Głównym argumentem zresztą słusznym było to, że przecież razem zaczynaliśmy nurkować technicznie, więc razem powinniśmy to zrobić.

Michał PORADA-W DRODZE NA...

Czekałem cierpliwie trzy lata, bo ciągle było coś ważniejszego do zrobienia, a to jakiś kurs, a to coś się działo w firmie, czyli mówiąc inaczej, totalny brak czasu.
Wreszcie podjąłem ostateczną decyzje, że po raz pierwszy jadę konkretnie " po wynik' i zakomunikowałem to Michałowi, który stwierdził, że w takim razie on też pojedzie.
Wiem i będę pamiętał do końca życia, że była to tylko i wyłącznie moja decyzja, którą podjąłem z dwóch powodów: pierwszy to wiek, a drugi to fakt, że gdybym zanurkował tak głęboko te kilka lat wcześniej to wynik ten miałby zupełnie inny wymiar niż obecnie, a z kolei ponowne odkładanie go na później byłoby bez sensu, ponieważ nie będzie to już wtedy żadne osiągnięcie.
Kiedy zaczynałem nurkować ponad 20 lat temu ludzi, którzy schodzili poniżej 50m. było niewielu, a teraz jest to czysta rekreacja? Później, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem granice 100m dla wielu było to tylko marzeniem. Teraz podobno, co rusz ktoś idzie " na dno" Hańczy.
Niedługo coraz więcej ludzi będzie w stanie osiągnąć granice 200m i nie będzie to nic nadzwyczajnego. Ogromne znaczenie dla całości sprawy miał również fakt, iż wiadomość o naszych planach przedostała się do środowiska nurkowego. Zewsząd zaczęły docierać do mnie informacje o jakiś głupich zakładach na zasadzie czy im się uda czy nie i który przeżyje.
Spowodowało to sytuacje, w której czuliśmy się jakbyśmy jechali na wojnę, z której nie wypada wrócić przegranym. Obydwaj zdawaliśmy sobie doskonale sprawę, czym się to może dla nas skończyć. Takie ryzyko istnieje i należy brać to pod uwagę. Pojechaliśmy na ponad dwa tygodnie, aby się dobrze rozgrzać. Dołączył do nas Adam HARBUZ nurek techniczny i wychowanek Michała, który miał być nurkiem zabezpieczającym. Nurkowaliśmy przegłębiając się, co drugi dzień.Ustaliliśmy, że finalne nurkowanie odbędzie się w dniu, w którym poczujemy, że jesteśmy gotowi. Ten dzień nadszedł 26 września 2002r.

- Z tego, co wiem, przedostatnie nurkowanie, na gł.166m odbyło się dwa dni wcześniej i coś było nie tak.

- Tak, i to ja miałem na nim kłopoty. Pod koniec nurkowania z powodu zbyt dużej ilości aluminiowych butli złapałem dodatnią pływalność. Już miałem wiązać się kołowrotkiem do rafy, kiedy spostrzegłem półkę skalną, pod którą wpłynąłem. Uderzając butlami o strop przesiedziałem tak do końca nurkowania.

- Wspomniałeś Adama Harbuza, jaka miała być jego rola w tym nurkowaniu?

- Adam miał być nurkiem zabezpieczającym w najgłębszym punkcie zmiany gazów tj. pomiędzy 140 - 160m. Doskonale się do tego nadawał, dobrze mu szło, ale jestem przekonany, że w jego przypadku był to za duży przeskok głębokości. Ja byłem kiedyś na 188m. On nie.

Adam HARBUZ-PODCZAS PRZYGOTOWAŃ


Próbowałem porozmawiać z Michałem, dlaczego Adam zdecydował się pójść z nami, że przecież zostajemy w ten sposób sami bez zabezpieczenia. Był innego zdania. Nie znaleźliśmy konsensusu. Adam jest dorosły, wie, co robi. Idą razem. To wszystko, co usłyszałem...
Próbowałem im wytłumaczyć, że jak się spotkają na jakimkolwiek przystanku dekompresyjnym to się "pozabijają butlami", ale cóż?

- Trzy osoby przy jednej linie do takiej głębokości, to faktycznie trochę za dużo?

- Tak. Dla mnie też. Dlatego zdecydowałem się pójść sam. Jako pierwszy, aby tego tłoku uniknąć. Nie był to jednak jedyny powód mojej decyzji. Głównym było to, że ekstremalnie nurkuję zawsze sam. Dla mnie pojęcie partnerstwa na dużych głębokościach jest niezrozumiałe i śmieszne, a fakt, że czasami ktoś mi towarzyszy polega na wzajemnym anty partnerstwie, czyli kompletnym brakiem zainteresowania sobą, ponieważ i tak każdy ma za dużo do zrobienia. Jest na to nawet odpowiednia formułka, ale nie chcę jej przytaczać.
Diving alone is dying alone, diving in pair is dying in company - przypuszczenie red.
W noc poprzedzającą feralne nurkowanie byłem u nich w pokoju. Michał był wyraźnie zdenerwowany różnicami pomiędzy kilkoma planami dekompresyjnymi. (Adama nie było) Nie mógł się zdecydować, który wybrać. Nagle wszedł "Specnaz" Litwin, który, przed nami próbował osiągnąć gł.200m w " black canion", ale jej nie znalazł (191m) twierdząc, że dno się, wypłaszcza.
Pamiętam także, że "Specnaz" również miał zastrzeżenia, co do ich planu.

- Podobno nawet słynna ściana Ras Mohammad na Synaju nie spada pionowo w dół tylko, co jakiś czas pojawiają się szerokie półki skalne.

- Tak, dlatego znalezienie odpowiedniego miejsca nie jest wcale takie proste. Relacja Litwina potwierdzona została przez doktora Kamala (dr.TEC) Egipcjanina, który również tam nurkował (193m) Było to powodem naszej decyzji o odsunięciu się od rafy w kierunku otwartego morza o około 250m. Poszło o te kilka metrów, ponieważ bezpośrednio przy rafach nie ma takich głębokości.

MIEJSCE FERALNEGO NURKOWANIA RAFA "BLACK CANION" NA PRZECIW WYSPY SMALL GIFTUN W HURGHADZIE

- Mieliście nurkować na tą samą głębokość (oczywiście w przybliżeniu), i z takim samym profilem, były jednak jakieś rozbieżności, co do konfiguracji samego sprzętu?

- Do dnia dzisiejszego nie rozumiem i pewnie już nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak się stało, że przy założeniu tej samej głębokości tego samego czasu nurkowania oraz tych samych przystanków dekompresyjnych ja zastosowałem dwa rodzaje trimixu (podróżny i główny) Michał trzy, a Adam aż cztery, co powodowało konieczność częstszych zmian gazu, co mogło mieć znaczący wpływ na wypadek.
W dniu nurkowania w bazie przemierzyliśmy wszystkie gazy poczym okazało się, że mam najmniej helu w mieszankach. Zamiast TMX 7/70 miałem w finalnym mixie TMX 6/66 Zabrakło dosłownie kilku, % helu, co później podczas nurkowania powodowało większą narkozę, ale jeszcze w granicach rozsądku. Każdy z nas zabrał na te nurkowanie po osiem butli w tym po jednej do obsługi jacketu. Wówczas spotkało mnie kolejne zaskoczenie, ponieważ Adam z Michałem zmienili sobie konfiguracje sprzętowe przenosząc część butli z tyłu na bok, co zresztą widać na załączonych zdjęciach.

 
Adam HARBUZ OSTATNIE ZDJĘCIE   Michał PORADA OSTATNIE ZDJĘCIE


Decyzje swoją argumentowali tym, że w ten sposób będą mieli pełną kontrole nad automatami w razie jakiś problemów.
Może to i racja, ale moim zdaniem zapomnieli o jednej bardzo istotnej rzeczy, że podczas zmiany mieszanek będą mieli zajęte obydwie ręce, bo przecież trzeba będzie najpierw przytrzymać butle następnie odkręcić ją i wyciągnąć drugi stopień.
Powstaje, zatem pytanie? Gdzie w tym wszystkim obsługa inflatora? Miało to w moim przekonaniu ogromny wpływ na wypadek.
Jest rzeczą niesłychanie ważną, aby zawsze mieć wolną jedną rękę i nie zmieniać niczego przed tak głębokim nurkowaniem.

- ... No dobrze, a jak wyglądało to u Ciebie?

- U mnie zmiana automatów polega na wypluwaniu niepotrzebnego regulatora i wkładaniu nowego prawą ręką, przez co lewym inflatorem zawsze kontroluję pływalność.
Wszystkie automaty mam rozmieszczone na różnych poziomach klatki piersiowej. Oprócz tego każdy regulator jest innego typu i koloru.
Ponadto w swojej konfiguracji pływam od lat starając się jak najrzadziej coś zmieniać. Wprowadzenie czegoś nowego wymaga jego opływania i najlepiej zacząć od mniejszych głębokości.

"BANAN" JUŻ GOTOWY

- Zawsze w takich przypadkach powtarzają się pytania "a na czym nurkowali?"

- Na to nurkowanie jako "back up" zabraliśmy komputery VR 3 w razie gdyby się ktoś "zasiedział"
Jako automatów głównych użyliśmy regulatora firmy ABYSMAL model ABYSS dedykowanego specjalnie do dużych głębokości. Ich regulacją specjalnie na tą okazje zajął się osobiście Daniel PIÓREWICZ. Wszyscy używaliśmy jacketów firmy OMS.

- ...OK, wróćmy do samego nurkowania

- Po przypłynięciu na miejsce rzuciliśmy 250m liny, która miała być punktem odniesienia. Sonary pokazały głębokość 300m.

 

LINA OPUSTOWA


Następnie jako pierwszy zanurzył się na głębokość 75m młody fanatyk nurkowania technicznego Robert MICHALIK, który miał za zadanie sprawdzić czy jest jakiś prąd.

Robert MICHALIK


Po wynurzeniu stwierdził, że wszystko jest O.K. i że lina do głębokości ok.100m jest odpowiednio naprężona. Pamiętam, że powiedział, iż nie wyczuł żadnego prądu i że lina trochę pracuje z powodu lekkiej fali.
Zamieniliśmy ostatnie kilka słów i straciliśmy kontakt. Każdy zajął się sobą. Poszedłem się położyć, w celu lepszej koncentracji.
Po około 20min. ktoś powiedział, że to już czas. Bez słowa poszedłem się ubierać wyłączając się całkowicie. Pamiętam, że zepchnięto mnie z rampy i w ponad 100 kg sprzęcie znalazłem się od razu na 10m.
Dalej wszystko przebiegało według planu, zmiany gazów, międzyczasy, powoli zmniejszająca się prędkość zanurzania. Wszystko się zgadzało.
200m przekroczyłem dokładnie w 12 min. zanurzania. Ponieważ nurkowanie było zaplanowane na 202m postanowiłem się zatrzymać. Udało mi się to na 204 metrze. Drugi z przyrządów pokazał gł. 208m i taką też podano do wiadomości publicznej pomimo tego, że zawsze uznaje się najmniejszą z odczytanych głębokości. Dla mnie jednak nie miało to żadnego znaczenia. Najważniejsze, że w końcu przekroczyłem granice 200m.
Po osiągnięciu maksymalnej głębokość spojrzałem w dół i zobaczyłem koniec liny jakieś 10m pode mną. Wisiałem w toni i czułem lekkie oszołomienie. Spędziłem tam ok.10 sekund i rozpocząłem wynurzanie.

DECO


Pierwszy głęboki przystanek dekompresyjny "złapałem" na 128m., Kiedy do niego dochodziłem zobaczyłem jak spada na mnie Michał. Pokazałem mu, że wszystko jest O.K. Michał kiwnął głową żebym mu nie przeszkadzał i zapatrzony w komputery dalej spadał na dół.
Następnego deep stopa miałem na 90m i tam spotkałem się z Adamem. Podaliśmy sobie ręce. Widziałem, że Adam bardzo wolno się zanurza i ma problemy z przedmuchaniem się.
Na kolejnym przystanku (73m) spojrzałem w dół i zobaczyłem butle Adama oraz w oddali słup bąbli Michała, który na pewno był na dole.

DECO


Po podniesieniu się na kolejny przystanek dokonałem zmiany gazów i ponownie spojrzałem w dół, ale bąbli już nie widziałem. Zrozumiałem wtedy, co się stało i ogarnęło mnie przerażenie.
Podczas kolejnych deko stopów rozmyślałem, co mogło się stać, co się stało.

DECO

- Nie jestem zwolennikiem, ani spiskowej teorii dziejów, ani gdybania, ale byłeś tam, w tym samym miejscu, w tych samych warunkach. Masz na to swoje zdanie, wiec...

- Doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie Michał spadł na dno w skutek utraty pływalności. Moim zdaniem stało się tak, dlatego ponieważ Michał miał za dużo rzeczy do wykonania (zmiany gazów) w zbyt krótkim czasie, przy zbyt dużej prędkości zanurzania.
Do wykonania w/w czynności tak jak pisałem musiał użyć obydwu rąk, poprzez co mógł nie być w stanie obsłużyć inflatora. Przy tak dużym obciążeniu wystarczy kilka sekund opóźnienia i inflator nie jest w stanie dopompować jacketu. Zawsze będę żałował, że nie zdążyliśmy sprowadzić tzw. power inflatorów, które potrafią w kilka sekund napompować kamizelkę. Nie można jednak jednoznacznie wskazać tego na bezpośrednią przyczynę wypadku.
Z kolei Adam mógł zginąć z powodu oderwania go od liny przez silny prąd denny, który pojawił się pomiędzy 140 a 160 m, czyli w miejscu zmiany gazów.
Aby tego dokonać Adam również musiał użyć obydwu rąk i tym samym puścić się liny, a ponieważ zbyt wolno się zanurzał nie miał szans na "przebicie" się przez prąd i dalsze zanurzanie.
Teraz rozumiem, dlaczego widziałem koniec liny pod sobą pomimo tego, że było jej 250m. Po prostu wspomniany prąd denny tak ją "wygiął" Właśnie, dlatego słup bąbli Michała był widoczny tak daleko.
Ale mogli również zginąć z zupełnie innego powodu np. wpadając na siebie, kiedy Michał się wynurzał, a Adam jeszcze zanurzał. Wiadomo, czym mogło się skończyć zderzenie na tak dużej głębokości w takich "zestawach". A może najzwyczajniej w świecie chcieli sobie pomóc nawzajem?

- Powyższe przypuszczenia są najbardziej prawdopodobne z możliwych. Jednak całej prawdy, dlaczego zginęli nigdy się już nie dowiemy. Niewiele brakowało, a i tej relacji mogliśmy nie usłyszeć?

- Tak to prawda. Naprawdę niewiele brakowało i nie rozmawiałbym dzisiaj z Wami, ale stałoby się tak nie z mojej winy.
Jedynym błędem, jaki popełniłem oprócz tego, że w ogóle tam "poszedłem" to złe rozmieszczenie butli w skutek, czego najpierw zużyłem gazy z butli umieszczonych z lewej strony. Spowodowało to problemy z zachowaniem pozycji poziomej podczas dekompresji. Cały czas przeważało mnie na prawą stronę. Na szczęście nie miało to większego wpływu na bezpieczeństwo nurkowania.

- Nie mówię o tym, ale o przebiegu dekompresji na ostatnim przystanku dekompresyjnym.

- Faktycznie najgorsze stało się później na ostatnim przystanku dekompresyjnym, kiedy awarii uległ automat w ostatniej butli dekompresyjnej.
Zanim opanowałem sytuacje straciłem połowę gazu. Nie przejmowałem się tym zbytnio, ponieważ nade mną wisiały trzy zapasowe butle z tlenem. Tak wtedy myślałem. Czas ostatniego przystanka dekompresyjnego wynosił 1.5 godz. Po upływie około 40min. zacząłem czuć, że kończy mi się gaz.
Przełączyłem się na zapasową butle i dalej oddychałem zadowolony. Po ok. 5min spostrzegłem ze zdumieniem, że na butlach widnieje napis AIR!!! Wystrzeliłem awaryjną bójkę i czekałem nasycając się zamiast wysycać.
Oczywiście nikt nie przyszedł mi z pomocą, ponieważ załoga łodzi asekurującej popłynęła szukać Adama z Michałem przypuszczając, że zniósł ich prąd.
Wszystko byłoby w porządku tylko odpływając zapomnieli mi zostawić butle z tlenem!!! Butle powietrzne kazał zresztą słusznie rozstawić Michał w celu zastosowania ich podczas przerw w oddychaniu czystym tlenem.

- W takiej sytuacji, brzmi to jak ironia losu.
.........
- Łódź jednak wróciła?

- Tak. Wróciła i podpłynęła do mnie, ale nikt nie zajrzał pod wodę zobaczyć, co się ze mną dzieje. Minęła trzecia godzina nurkowania Później dowiedziałem się, że arabska załoga łodzi oprócz poszukiwań wpadła na genialny pomysł zjedzenia śniadania po drugiej bez wietrznej stronie wyspy. Zostawiając mnie po takim nurkowaniu na pastwę losu przy dryfującej linie ku otwartemu morzu! Ich infantylne podejście do zabezpieczenia nurkowania, którego w efekcie nie było jest przerażające.
Chcąc nie chcąc zacząłem się delikatnie wynurzać. Już na 5m poczułem straszny ból. Miałem wrażenie, że rozsadza mnie od środka. Czułem, że wykręca mi stawy. To był tzw. " sufit" dekompresyjny.
Wróciłem ponownie na 6m i ból ustąpił. Zadałem sobie wtedy pytanie, co dalej. Przecież muszę się jakoś wynurzyć. Spróbowałem ponownie. Zatrzymując się mniej więcej na 5 min., co 1 metr zmierzałem powoli ku powierzchni. Wynurzyłem się w 3godz.40min. nurkowania. Wyjąc z bólu krzyknąłem żeby ktoś podał mi butle z tlenem. Zanurzyłem się ponownie na 6m. Po kilku minutowym oddychaniu czystym tlenem przestałem odczuwać ból. Przypomniałem sobie, że 3 godzinny plan nurkowania, który już dawno przekroczyłem zawierał 96% CNS (dawka toksyczności tlenowej). Zdałem sobie sprawę, że już znacznie przekroczyłem tę dawkę.
W obawie przed objawami toksyczności tlenowej przywiązałem się do liny opustowej. Nie chciałem tam spaść z powrotem.
Pod wodą spędziłem jeszcze godzinę. Wynurzyłem się w 4godz.40min. nurkowania. Jedyna dolegliwość, jaką odczuwałem to powiększone mięśnie lewej ręki jakby napompowane.
Nie wiem dokładnie, jaką dawkę CNS przyswoiłem, ale przypuszczam, że była kilkakrotnie przekroczona (kilkaset procent)!!!
Dlaczego mi się nic nie stało? W moim przekonaniu duży wpływ na to miał fakt adaptacji organizmu poprzez głębokie nurkowania powietrzne oraz długie nurkowania w urządzeniach o obiegu zamkniętym gdzie jak wiadomo przez cały czas ma się do czynienia ze zwiększoną zawartością tlenu.
Po nurkowaniu na pokładzie łodzi cały czas kontynuowałem oddychanie tlenem. Po przybiciu do brzegu załamany i wyczerpany wróciłem do hotelu. Spałem ze 20 godzin.
Następnego dnia skontaktowałem się z dr. Jackiem KOTEM. Po dłuższej konsultacji uspokoił mnie trochę. Po kilku dniach wróciłem do nurkowania. Chciałem się przełamać psychicznie.

- W takich przypadkach jak ten przychodzi czas na refleksje i pokorę. Jakie są twoje przemyślenia?

- Analizując po czasie cały wypadek doszedłem do wniosku, że jest duża różnica pomiędzy tym, o czymś się wie, a tym, co się rozumie. Szczerze powiem, że nie pamiętam, aby jakiekolwiek nurkowanie poniżej głębokości 100m odbyło się bez kłopotów. Zawsze coś jest nie tak.
Czasami się zastanawiam, dlaczego przeżyłem. Czy dlatego że jestem tak dobry, czy po prostu mam tyle szczęścia?
Kiedyś ktoś mi powiedział, że tylko nam się wydaje, że robimy coś wielkiego, bo oprócz nas tak naprawdę nikomu na tym nie zależy.
Ostatnio usłyszałem, że jest to choroba, która nazywa się "głębokość" Z czasem pasja przeradza się w obsesje i jak wiele uzależnień może zabić.
Każdy ma w życiu swoją granicę, której nie warto przekraczać. Ja ją chyba przekroczyłem i dlatego teraz nie mogę się pozbierać.
Na zakończenie chciałbym wszystkich przeprosić za przeanalizowanie całego wypadku poprzez własne osiągnięcia, ale chyba inaczej się nie da. Tak po prostu było.



Grzegorz "BANAN" DOMINIK

GALERIA

 

 
Grzegorz "BANAN" DOMINIK PODCZAS DEKOMPRESJI